Zabiegana mama wraca do pracy

W końcu nadszedł ten czas, kiedy skończył się urlop macierzyński, zaległe urlopy i zegar zaczął odliczać minuty i sekundy powrotu do pracy. Czy tego chciałam czy się obawiałam? 

Prawda jest taka, że lubię swoją pracę i ludzi z którymi pracuję. Poza tym po tak długiej nieobecności (półtora roku) czułam się zmęczona siedzeniem w domu. Kocham moje dzieci z całego serca, rozczulam się na ich widok i celebruje chwile z nimi spędzone, ale nie jestem stworzona do bycia przez długi czas house managerem. Dla zdrowia psychicznego powrót do pracy jest dla mnie zbawienny, a do tego poczucie, że dzieciaki zostają pod dobrą opieką, nie powoduje tak wielkiego poczucia winy, że podjęłam taką a nie inną decyzję. Przez te ostatnie zimowe miesiące miałam dni euforii, że siedzę w domu i byłam mega happy, ale miałam też czasem wrażenie, że robię non stop to samo i każdy dzień wygląda podobnie. Pobudka, śniadanie, usypianie, spacery, zabawy, sprzątanie, gotowanie i tak kręciłam się w kółko. Zapominałam jaki jest dzień miesiąca, czasem tygodnia a moje życie wyznaczały terminy wizyt lekarskich i czwartkowe posty na blogu. Owszem starałam się być kreatywna i m.in. spotykałam się ze znajomymi mamami, odwiedzałam środowe multikino baby i zaczęłam pisać blog,  ale to wciąż dla mnie za mało. Od studiów zawsze miałam po 2 etaty i żyłam w biegu. Z jednej strony jest moment, kiedy mnie to wykańcza z drugiej bardzo to lubię. Jest jedna zasada, której się trzymam i będę ją kontynuować nadal po pracy spędzam czas z dzieciakami, a gdy śpią ogarniam resztę. Póki co fajnie być zabieganą i zapracowaną mamą, a dla osłody dziś mój synek powiedział mi “Wiesz mamo kocham cię bo jesteś wspaniała i dobra” i tego było mi trzeba 🙂
 
 
 
Pierwszego dnia pracy nigdy nie schodzi Ci uśmiech z twarzy oby było tak dalej, bo w końcu mówią, że praca którą lubisz to nie praca. Życzę Wam Uśmiechu każdego dnia w pracy.
 
Fotografia stworzona w Polyvore.com